EWA FARNA – SPOTKANIE Z FANAMI (WIDEO)

„Pamietacie jeszcze konkurs na przedpremierowy odsluch plyty? To relacja… Jeszcze przed oficjalna premiera plyty INNA wraz z mala niespodzianka;-).
‪#‎ewafarna‬ ‪#‎inna‬ ‪#‎acousticjazzalbum‬ ‪#‎przedpremierowo‬ ‪#‎retrospekcja‬” – Pisała wczoraj Ewa na facebook’u.

Mam dla was świetne wideo z Ewą i fanami w rolach głównych! A na niej: Odsłuch płyty Inna przez wybranych fanów oraz WIELKA NIESPODZIANKA!


UWAGA: Nasza strona nie podpisuje się pod tymi wideo, jest ono tylko i wyłącznie po to by zwiększyć oglądalność bloga :) .

Onet.pl: Ewa Farna: jestem normalną dziewczyną w realnym świecie [WYWIAD]

Ewa Farna zaskoczyła wszystkich płytą „w-INNA” z akustycznymi wersjami swych znanych piosenek. Jej wydane stało się dla nas pretekstem do rozmowy o tym wydawnictwie – ale też o tym, czym różni się jej muzyczna działalność w Polsce i w Czechach. Okazuje się, że to niemal dwa zupełnie inne światy, choć tak blisko ze sobą sąsiadują.

Lubisz stawiać sobie nowe i trudne wyzwania czy raczej wolisz podejmować się tego, co już wcześniej robiłaś?

Coś pomiędzy tym a tym. Bo lubię wyzwania i próbowanie czegoś nowego, ale muszę wiedzieć, że w tej roli będę się czuła komfortowo i dam radę to zrobić. Kiedy kazano by mi wyjść na Mount Everest, nie podjęłabym się tego, bo wiem, że nie dałabym rady. Jeśli natomiast chodzi o muzykę, to jestem otwarta, bo to mój żywioł, więc lubię ryzykować.

No właśnie: na nowej płycie nagrałaś akustyczne wersje swoich największych przebojów. To bardziej wymagające niż elektryczne granie?

Jest taka opinia, że akustyczne wykonania są trudniejsze. Ale tak naprawdę to zależy pod jakim względem. Kiedy ma się dobrych muzyków wokół siebie, muzyka sama płynie i śpiewa się bardzo naturalnie. Zdecydowanie trudniej jest stworzyć elektryczne brzmienie, które by nas odróżniało od innych wykonawców popowych.

Ale śpiewać na żywo do akustycznego akompaniamentu jest chyba trudniej.

To prawda. Kiedy wiem, że koncerty się zbliżają, jestem cała w nerwach. Całe szczęście ufam temu, że będzie dobrze, bo moi muzycy wszystko zagrają jak trzeba. Jestem przyzwyczajona do krzyczenia na scenie, przy głośnym akompaniamencie można się czasem zgubić i schować, natomiast tutaj wszystko jest intymnie, wszyściutko słychać, więc musi być cacy.

Każda z piosenek na płycie jest niemal w innym stylu: od swingu, przez country, po R&B. Skąd ta różnorodność?

Bo nie lubię nudy. Ale na tym polega też mój problem. Robię trochę tego, trochę tego, a potem nie wiadomo jak mnie zaklasyfikować, przez co jestem za mało rozpoznawalna. Ale bardzo mi dobrze w takich klimatach. Akustyczne granie jest idealne na jesienne wieczory z ciepłą herbatą lub dobrym winem. Chciałam żeby było trochę jazzowo i nastrojowo, ale są tam też bardziej energetyczne utwory. Nie chciałam, żeby zabrakło młodzieńczości, tego poweru, który mam w sobie. Myślę, że kiedyś wrócę do jazzowego czy bluesowego grania, ale może jak będę miała 50 lat. (śmiech) Żeby mieć więcej życiowych doświadczeń i zaśpiewać w przejmujący sposób. Na razie tylko dałam taką małą próbkę mojej wrażliwości w tym stylu.

W Czechach już wcześniej ukazała się akustyczna płyta z tamtejszej trasy koncertowej. Jak wypadła?

Myślę, że bardzo fajnie. To była płyta DVD zarejestrowana podczas jednego z koncertów. Co ciekawe – tę akustyczna trasę produkowaliśmy sami. Trzeba więc było zająć się samemu wszystkim – od programu występów po ubrania, od rezerwacji lokali po ochronę i catering. Ale ja to lubię – bo mam pełną kontrolę nad tym, co się dzieje. Dzięki temu poznałam też nową dziedzinę – pracę organizatora koncertów. Przez to nabrałam dużo pokory wobec tego zajęcia. Bo wiem jaki to ciężar. Było dużo stresu, ale fajnie się kształcić w nowych dziedzinach.

Masz dzisiaj większy komfort psychiczny jako artystka niż pięć lat temu?

Jakieś dwa lata temu zrozumiałam, że nie muszę się tak totalnie napinać i robić wszystkiego, czego się ode mnie żąda. Nie muszę brać wszystkich propozycji kontraktowych, nie muszę się zgadzać na wszystkie wywiady, nie muszę przyjmować zaproszeń na celebryckie imprezy. Jak nie mam o czym opowiadać – to po co mam bzdurzyć, gdzie chodzę z pieskiem na spacer czy o czymś w tym stylu. To dało mi większy spokój, również na scenie.

Powiedziałaś, że musisz być wyspana: to znaczy, że nie ma imprezowania po występach?

O, nie. Robię to bardzo wyjątkowo. Kiedy byliśmy w trasie, czasem wychodziliśmy z chłopakami z zespołu na miasto, żeby poznać nowe miejsce i napić się wina. Tylko zazwyczaj były to bary, gdzie jest bardzo głośno, czasami puby, gdzie można palić. A kiedy krzyczysz, by się móc dogadać w pełnym klubie zasmrodzonym papierochami, to jest recepta jak skatować swoje głosisko. Dlatego nazajutrz, kiedy się budziłam, prawie nie mogłam mówić. Cóż – głos to nie gitara, że włącza się ją do prądu i działa. Dlatego teraz staram się wypoczywać po koncertach. Ale nie odmawiam sobie wypicia lampki wina w spokojnym towarzystwie. To mi jednak wystarcza – nie muszę imprezować do czwartej rano.

Czym różnią się Twoje polskie koncerty od czeskich?

W Polsce jeździmy z własną techniką i całą sceną. To pozwala mi dawać takie samo show na wysokim poziomie pod względem muzycznym i wizualnym w każdym mieście. Czechy to mniejszy kraj. Dlatego tam przyjeżdżam na miejsce – i występuję w takich warunkach, jakie zapewnia organizator. Raz jest to duża, a kiedy indziej mała scena, raz dźwięk jest lepszy, a kiedy indziej – gorszy. Nigdy nie wiemy co nas czeka. (śmiech).

To znaczy, że polski show-biznes jest bardziej profesjonalny?

Kultura jest moim zdaniem w Polsce na wyższym poziomie. No i siłą rzeczy są inne budżety, skoro to cztery razy większy kraj. Tam wystarczy, że stanę na pniu drzewa z gitarą i zaśpiewam, a ludzie i tak bawią się niesamowicie. Tymczasem w Polsce dba się o show. Polacy lubią jak się dużo dzieje.

Kto bardziej żywiołowo reaguje?

Polacy są bardziej światowi. Oglądają MTV, słuchają nowych artystów. A w Czechach jest tak, że nawet na najbardziej prestiżową galę przemysłu muzycznego zespół przychodzi w dresach, bo ma wszystko gdzieś. Nie mówię co jest lepsze – ale jest inaczej.

Współpracowałaś z najsłynniejszym czeskim producentem, Leszkiem Wronką, który wylansował Karela Gotta i Helenę Vondrackovą. Jak go wspominasz?

Pozytywnie. Nie zapomnę go nigdy, bo to przecież on mnie odkrył. Kiedy ma się dwanaście lat, nie pisze się własnych piosenek. To on otoczył mnie fachowcami, nakierował na odpowiednią drogę. To może brzmieć tak, jakbym była produktem, ale potrzebowałam wtedy mentora. I miałam go w Leszku. Z czasem jednak dorosłam i puściłam się jego ręki. Ale do dziś, kiedy potrzebuję jakiejś poważnej rady, mogę do niego zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Bo to osoba o wyrazistych poglądach i zawsze potrafi doradzić. Oczywiście były w naszych relacjach przykre momenty, ale ogólnie współpraca z nim była dla mnie wielką szkołą życia. Teraz opiekuje się Halinką Mlynkovą, ma więc inne projekty.

W Czechach jest też taki kult celebrytów jak w Polsce?

Nawet jeszcze bardziej w Polsce. Mniej udzielam tam wywiadów muzycznych. Media żyją bardziej plotkami o artystach. Nie ma w nich za wiele miejsca na popkulturę. Dlatego cieszę się, że w Polsce mogą mieć taki wywiad, w którym opowiadam o muzyce, a nie o tym z kim śpię i ile zarabiam.

Śledzą Cię tam paparazzi?

Czasami tak. Ale nie za często, bo tamtejsze magazyny nie mają tak wysokich budżetów, żeby za takie rzeczy płacić krocie. Paparazzi koncentrują się na imprezach – i czekają na zły moment. Dlatego mam tam raczej spokój. Mogę rano wynieść śmieci w dresach i nie mam z tego tysiąca zdjęć w internecie.

Kiedy pojawiłaś się w polskich talent-show rozległy się głosy, że jesteś jeszcze za młoda, aby być jurorką. W Czechach też wzięłaś udział w podobnym programie – „SuperStar”. Jak tam było?

Podobnie. Też byłam najmłodszą jurorką w historii programu. To sprawiło, że mogłam dotrzeć do autentycznych emocji uczestników. A to przecież najważniejsze w muzyce. Uważam, że bardziej istotne od wieku jurora, powinno być jego doświadczenie na rynku, może też dorobek. Oczywiście, jak w Czechach, tak w Polsce, bywa mądry tylko ten co ma brodę. (śmiech) Ja jednak czułam, że mogę uczestnikom dużo zaoferować. Inaczej nie podjęłabym się tego wyzwania. Na pewno całe jury nie powinno składać się tylko z dwudziestoletnich wokalistów, natomiast myślę, że jak w czeskim „Idolu”, tak w polskim „X-Factorze”, równowaga wśród oceniających była zachowana.

W Polsce masz ogromną konkurencję, bo ostatnio obrodziło u nas młodymi wokalistkami. A jak jest w Czechach?

W Czechach trudniej się przebić na szczyt, a w Polsce – trudniej się na nim utrzymać. Tak naprawdę wszędzie może się pojawić młodsza, szczuplejsza i ładniejsza. (śmiech) Ja robię swoje, liczę, że ludzie docenią, że gram fair play, że jestem uczciwa, uprzejma, szczera i autentyczna. Są artyści, którzy chcą wykonywać swoją pracę na najwyższym poziomie. I ja też tak staram się robić. Dlatego nigdy nie zgadzam się na występy z półplaybacku – czyli wokal z płytą w podkładzie. Tymczasem są to najbardziej opłacalne imprezy. Gram tylko z zespołem, to są moi pracownicy, więc staram się im zapewnić pracę, grając tylko z nimi. Tak samo mogłam nagrać całą płytę na komputerze. Ale nie chciałam tak. Skoro mam możliwość zrobić to z zespołem, to kto inny ma dać zarobić muzykom niż mainstreamowa wokalistka? Czuję, że muszę być uczciwa wobec słuchaczy.

I takie profesjonalne podejście do muzyki procentuje.

Robię swoje – ale słucham rad innych. Nie jestem taka, że niby wszystko wiem najlepiej i opinie innych mam gdzieś. Mam jednak w sobie spokój i nie czuję, żebym uczestniczyła w tym przysłowiowym wyścigu szczurów.

Powiedziałaś przed chwilą: „zawsze się znajdzie szczuplejsza”. Czeskie media też mają obsesję na punkcie Twojej pupy?

(śmiech) Myślę, że jeszcze bardziej niż polskie.

No ale przecież Czeszki są raczej krągłymi kobietami.

Może i tak. Ale show-biznes odróżnia się od realnego świata. Gwiazdy na zdjęciach muszą być idealnie szczupłe. Jestem więc nienormalna w świecie show-biznesu. Za to jestem normalną dziewczyną w realnym świecie. I o to w tym wszystkim chodzi.

Nie jest tajemnicą, że Twoim chłopakiem jest gitarzysta z Twojego czeskiego zespołu – Martin. Nie czujesz, że dzielą Was jakieś różnice kulturowe?

Pod tym względem nie czuję żadnej różnicy. Ja się urodziłam w Czechach na Zaolziu. Poza tym Czechy i Polska leżą obok siebie, więc nie ma tutaj jakiegoś wielkiego przeskoku. Ale jest pewna odmienność.

W czym?

W dowcipach. (śmiech) Jak tłumaczę jakiś polski kawał na czeski, to nikt się nie śmieje, bo tam jest inne poczucie humoru.

Podobno przeniosłaś się na studia z Warszawy do Pragi?

Nie do końca. Ponieważ chodziłam do polskiej szkoły, w naturalny sposób po maturze, dostałam się na studia prawnicze w Warszawie. Mieszkałam tam przez rok – i zorientowałam się, że to jednak nie dla mnie. Dałam więc sobie spokój i przeprowadziłam się do Pragi, gdzie jestem już dwa lata. I bardzo dobrze się tam czuję. Czasem ogarnia mnie jednak nostalgia za Warszawą. Bo chociaż nie jest to miasto, w którym się można zakochać na pierwszy rzut oka, w ciągu roku można tam zostawić trochę swego serca.

Wszyscy kochamy Pragę: masz tam ulubione miejsca?

Mam, ale nie lubię o nich mówić, bo zdarza się, że grupka psychofanów czeka tam na mnie. (śmiech)

A w ogóle możesz w Pradze wyjść spokojnie na ulicę?

W Pradze jest mnóstwo turystów, można się więc wmieszać w tłum. Wystarczy, że się nie umaluję i zepnę włosy w kucyk, to nikt mnie nie rozpozna. Poza tym Prażanie są przyzwyczajeni, że na starym mieście ciągle pojawiają się jakieś znane twarze.

Nigdy nie dawano Ci tam do zrozumienia, że jesteś kimś obcym – bo masz polskie pochodzenie?

W Pradze nie, w stolicach bywa pod tym względem spokojnie. Jednak ja nigdy nie wstydziłam się swojej tożsamości narodowej i przynależności do polskiej mniejszości.

W szkole doświadczałaś tej swojej odrębności?

Nie, bo chodziłam do polskiej szkoły. Tam nie było takiego problemu. Wszyscy trzymaliśmy się razem. Dopiero odczuliśmy to potem, kiedy każdy indywidualnie poszedł w świat.

Masz polskich przyjaciół w Pradze?

Oczywiście. Mamy tam organizację Sekcja Akademickiej Jedności – SAJ. Organizuje ona spotkania tych, którzy pochodzą z polskiej mniejszości narodowej. Mówimy wtedy cieszyńską gwarą, swobodnie dajemy upust naszej mentalności. I to jest super – mieć taką swoją bazę.

Na razie jesteś młoda, więc udaje Ci się działać z powodzeniem w dwóch krajach. Ale potem na pewno założysz rodzinę, będziesz miała inne sprawy na głowie. Myślisz, że uda Ci się nadal funkcjonować w Polsce i w Czechach?

Będę próbować, póki będę mogła. To oczywiście trudne, bo każdy kraj ma swoją specyfikę. Koncerty w Czechach trzeba zamawiać na rok do przodu, a w Polsce – w krótszych terminach. Menedżerowi trudno to wszystko pogodzić. Ale jestem Polką, tutaj mogę realizować swoje marzenia, mam więc ogromną satysfakcję, że Polka z mniejszości narodowej w Czechach może też odnosić sukcesy. To dla bardzo ważne. Poza tym lubię polski rynek – sympatycznie na nim jest. Czechy to mój początek, tam mieszkam, pewnie gdyby nie sukces na tamtym rynku, w Polsce by mnie nie zauważono. A ja nie lubię zapominać o swoich początkach, o tych, którzy mi zaufali i pomogli, gdy zaczynałam. Jak mówi znane powiedzenie, kiedy idziemy na górę powinniśmy się z wszystkimi witać, bo nie wiadomo kiedy będziemy iść z powrotem na dół. (śmiech)

Lista utworów na płycie: „wINNA”

EWA FARNA – INNA (2 CD)
Label: Magic Records
Premiera: 6 listopada 2015

CD 1
(akustyczne wersje utworów)

1. ŚMIEJ SIĘ
2. TAJNA MISJA
3. CICHO
4. PORADNIK DLA POCZĄTKUJĄCYCh
5. LALAJ
6. EWAKUACJA
7. NIE PRZEGAP
8. BEZ ŁEZ
9. ZNAK

CD 2
1. TU
2. NIEKONIECZNIE
3. NA OSTRZU
4. W SILNYCH RAMIONACH (duet z Lubertem)

Ewa Farna: TU. Premiera nowej piosenki już jutro w radiu RMF FM!

Najnowszą piosenkę Ewy Farnej, zatytułowaną „Tu”, usłyszycie po raz pierwszy już jutro (piątek, 15 października) w Popliście w radiu RMF FM. „Tu” to pierwszy singiel, promujący album „wINNA”. Słuchajcie po godz. 20.00 w RMF FM!

Singiel „Tu” jest utworem, który powstał na „writing campie” jako pierwszy, wyszedł chyba najbardziej naturalnie. Chciałam napisać do niego tekst, który mówi o tym, że często myślimy o tym co będzie, a jednocześnie tego się obawiamy. Zapominamy o tym, ze jedynie tym co robimy teraz, możemy mieć wpływ na to co kiedyś będzie. – napisała Ewa o piosence „Tu”. Słowa i muzykę stworzyli Ewa Farna, Sarsa, Thomas Karlsson, Marcin Kindla.

Piosenka „Tu” to pierwszy singiel promujący album „wINNA”, który ukaże się 6 listopada.  Ewa Farna lubi zaskakiwać swoich fanów. Tym razem przygotowała wraz z zespołem 9 swoich przebojów w akustyczno-jazzujących aranżacjach. Jest to rewelacyjna propozycja na długie, zimowe wieczory i nie tylko.
Osobiście jestem zachwycona tym projektem, myślę, ze może to być niemałe zaskoczenie dla ludzi, którzy na co dzień nie słuchają mojego repertuaru. Ale jeśli są fanami muzyki, to myślę, ze może im się spodobać, bo właśnie wokół niej tak naprawdę będzie się wszystko kręcić. To będzie INNA Ewa. – powiedziała Ewa.